Donos (nie)ekspresowy – Koala nie pozwala

Dziś ekspresem donos od dawna planowany  (jakże nie polecić swojej ulubionej ilustratorki?). Od tak dawna, że już w 300%-ACH! upewniłam się, że warto tę pozycję mieć w biblioteczce malucha.

Koala nie pozwala

Rafał Witek, ilustracje: Emilia Dziubak!

To taka trochę bajka o małej wredocie, która jestem pewna – żyje w każdym z nas. Koala w tej bajce jest jak stetryczały dziadzio. Nie szkodzi. To wcale nie przeszkadza na tyle, aby go nie pokochać! Ja też nie lubię wstawać rano w niedzielę i mam swoje humory! Dobrze chociaż, że nie zadaję ran na ciele, choć czasem jestem bliska.

GRUBE STRONY i NIEWIELKI FORMAT – oznaczają tylko jedno: możecie śmiało podawać tę propozycję najmłodszemu berbeciowi bez obawy, że pogniecie. My zaczęliśmy po 13 miesiącu i od razu książka ucieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Myślę, że spokojnie mogliśmy wcześniej kształtować poczucie estetyki naszego dziecięcia.

Na początek podacie jako wyśmienity i kolorowy deser – nie zaszkodzi! Grube to to jest, więc środkowa zawartość stron przetrwa do czasu kiedy i właściwą treścią dziecię się zainteresuje.

Tekst krótki (znam na pamięć) – po pierwsze nie zniechęca dzieciaka do słuchania i po drugie: daje Wam Rodziciele ogromne pole do manewru. Jak ja się rozpędzę w rozwijaniu historii, to… Ola zasypia! I codziennie każe mi sobie „czytać” Kolale.

Rysunki dość skomplikowane, ale osobiście byłam zaskoczona jak Ola szybko wskoczyła w tryb oglądania tych ilustracji! Jak ja improwizuję z opowiadaniem niestworzonych historii, ona słucha jak zaczarowana i ogląda! Wynajduje szczegóły, o których mówię. „Paca” ręką na muchy i robale (taki mamy zwyczaj nieładny, że gonimy muchy z wielkim zainteresowaniem). Uwielbia.

Wreszcie… CENA! Mistrzostwo!

Podsumowując: Brać, nie zastanawiać się! Te ilustracje, choćby były baaaaaardzo pogryzione – i tak na ścianie mogę powiesić!

 

Comments are closed.