Nosidło ergonomiczne baby-Tula – najlepiej wydane pieniądze świata!

Nosidło ergonomiczne baby-Tula – najlepiej wydane pieniądze świata!

W poście wprowadzającym w tematykę olofasolowego bloga obiecywałam, że będziemy tu czasem polecać wynalazki współczesności dedykowane rodzicom i dzieciom! I tak z najszczerszego serca chciałabym Wam dziś polecić nosidło ergonomiczne Baby – Tula. Zobaczcie dlaczego, to nosidło skradło moje serducho…

Zacznijmy od aspektów najbardziej przyziemnych, które dla niejednej rodziny są zapewne kluczowe i skutecznie odstraszą rodziców od zakupu. Koszt niebagatelny, bo aktualnie za nowy egzemplarz zapłacicie 465 zł!

Dużo.

Dlatego też obserwowałam, podglądałam nieśmiało, ale zwlekałam z decyzją o kupnie. I wypytywałam. I zachwycałam się w ciszy i dużo na temat tego zakupu rozmyślałam. Wystarczyła opinia osób, które w tym zakresie były dla mnie nosidłowym guru – zdecydowałam się wreszcie! I po pierwszych miesiącach użytkowania totalnie zmieniłam zdanie odnośnie ceny.

465 zł za Tulę, która aktualnie aktywnie służy nam już rok.

12 miesięcy daje nam koszt 38,75 zł na miesiąc = trzy kawusie na wrocławkim Rynku.

WIELKIE NIC! I zaraz powiem Wam dlaczego tak sądzę!

IMG_0001 (757)Tuli używamy CODZIENNIE! Serio! Każdego dnia po kilka razy dziennie nosimy Olę w Tuli. Głównym powodem jest fakt, że Ola w Tuli ekspresowo zasypia – co dla mnie jako mamuśki jest super wygodne! Dokładnie rok temu, kiedy do naszego domu zawitała Tulka, przestałam walczyć z własnym dzieckiem o sen. Noszenie na rękach do zaśnięcia – sami wiecie – horror, ręce odpadają, a mały cwaniak dalej nie śpi. Odpada. Kładzenie w łóżeczku i słuchanie jak dziecko wyje w niebogłosy – wierzcie mi próbowałam kilka razy i więcej tego nie zrobię! Mogłoby mnie to zaprowadzić na oddział psychiatryczny. I kto wie, czy w przyszłości Olka też by tam nie wylądowała z tego samego powodu?! Ewentualnie opieka społeczna szybko zabrałaby nam dziecko, bo sąsiedzi regularnie zgłaszaliby, że nad owym dzieckiem się znęcamy. Dziękuję. Postoję. Ponoszę. A właściwie poTulę!

Więc Ola ekspresowo w Tuli zasypia, a mnie nie bolą plecy od noszenia! Nic absolutnie nie przekona mnie, że rok takiego bezkonfliktowego usypiania Oli jest wart mniej niż 465 zł. Miliony! Efekt wart miliony! A policzcie sobie ile razy dziennie Wasze dzieci mają drzemkę? U nas aktualnie trzy razy z ciągu doby Tula służy do celów usypiania. A zatem każde usypianie to średnio 40 groszy! Z tej perspektywy – Tula to tanizna!

Ale to nie koniec.

Tula, którą mamy jest przeznaczona dla dzieci do 20 kg wagi. Naszej Oli zostało jeszcze około 5 kilogramów aby osiągnąć ten limit (to dla nas szansa na dodatkowy rok noszenia? dłużej?). A zatem cena wraz z upływem czasu nadal jeszcze maleje.

Możecie powiedzieć, że chustowanie wychodzi odrobinę taniej. Niektóre całkiem niezłe już chusty można kupić za 200zł… Albo jeszcze taniej z drugiej ręki! Ale spróbujcie w pół minuty zachustować dziecko do noszenia, a później w ćwierć minuty wyciągnąć je z chusty w celu odłożenia do łóżeczka i przy tym go jeszcze nie obudzić. Spróbujcie też przekonać Waszych mężów do samodzielnego wiązania chusty. Mój się nie dał zbałamucić! Nie to, żebym była przeciwniczką chust – wręcz przeciwnie! Ale praktyczność Tuli w opisanym wyżej aspekcie przemawia na jej korzyść!

Ale cena to przecież nie wszystko!

Wasze wypady w góry. Wychodzenie na codzienne spacery, kiedy mieszkasz na czwartym piętrze, a w bloku nie ma windy i wózek Twojego dziecka czeka w bagażniku samochodu. Zwykłe wyjście po bułki do sklepu. Budowanie bliskości z dzieckiem poprzez częste przytulanie. Poczucie bezpieczeństwa dziecka, kiedy podróżujecie gdzieś na dłużej. Wasze zdrowie psychiczne. To tylko wierzchołek góry lodowej! A przy tym: Przepiękny design, bardzo dobre wykonanie i naprawdę nie wiem co trzeba by było z Tulą zrobić, aby ją uszkodzić/zniszczyć!
IMG_0001 (746) IMG_0001 (753)

Nigdy w życiu nie oddałabym Tulki nikomu. Za to wszystkim moim ukochanym Mamuśkom zawsze ją polecam! Wam również! Nie zwlekajcie! Uważam, że to najlepszy macierzyński zakup poczyniony przez naszą rodzinę.

***Uwaga! Może się zdarzyć, że Wasze dziecko nie da się Tulić. Nie będzie chciało i koniec. Powiem Wam, że i my mieliśmy krótkie okresy buntu, kiedy Ola wiedziała: Tula = sen i nie chciała dać się w nią zapiąć. W naszym przypadku to bardzo szybko mijało. Wystarczyło odrobinę dziecku opowiedzieć na temat przytulania się i odpoczynku i nie wiem czy to nasze dziecko jest takie genialne, że wszystko zrozumiało, czy to po prostu Tula nie da się nie lubić, ale zdecydowanie po kilku chwilach buntu – Ola znowu bez problemu dawała się do Tuli zainstalować!

Ale! Jeśli Wasze dziecko uprze się i koniec: Wierzcie mi, zejdziecie dyszkę lub dwie z ceny, pochwalicie się, że prawie nie była używana i Tulę bardzo szybko odsprzedacie komuś innemu. Jeszcze będą się w kolejkę ustawiać! Zobaczycie!

I co? Przekonałam Was? A może macie własne doświadczenia z Tuleniem? Dajcie znac w komentarzach!

  • KaroDeco

    Tula jest debeściakowa – najlepiej wydane pieniądze, zgadzam się. :)

    • Mira Jurecka

      No ba! :*****

  • Huma

    Potwierdzam! Tula jest super :)

    • Mira Jurecka

      To między innymi Ty mnie przekonałaś! :**