O tym dlaczego prowadzę album dla Oli Fasoli + inspiracja krok po kroku!

O tym dlaczego prowadzę album dla Oli Fasoli + inspiracja krok po kroku!

Kreatywny album kieszonkowy ze zdjęciami i zapiskami na temat Oli Fasoli prowadzę od czasu, kiedy ta mała kulka była jeszcze w moim brzuchu. Tworzę regularnie. Nieprzerwanie. Jestem totalnie zmotywowana! I nie zamierzam przestać! Dlaczego? Bo to same korzyści! I o tym chcę dziś napisać tutaj – na blogu!

Po co o tym pisać?

Aby każda Mama, która zastanawia się, czy stworzyć taki album dla swoich Pociech, czy też nie – zobaczyła, że warto! Nie tylko dla dzieciaków! Dla samej siebie również!

No to jedziemy!

Dlaczego więc prowadzę album dla Oli Fasoli?

  • Na początek – powód egoistyczny – bo lubię zdjęcia i piękne produkty papiernicze. Ale to już choroba. Musiałabyś być taką fanką scrapbookingu jak ja, aby to zrozumieć! Ale to nie wszystko… Chcę też zaszczepić w moim dziecku tę pasję. Albo przynajmniej ją pokazać. I uświadomić jak ważne jest hobby w życiu człowieka.
  • Bo chcę stworzyć dla córki przepiękną pamiątkę, a w systemie albumów kieszonkowych jest to dziecinnie proste i nie wymaga absolutnie żadnych zdolności artystycznych (ani specjalnego nadmiaru czasu)! Takie albumy są przepiękne i ogląda się je bardzo wygodnie. Nic nie wylatuje, nic się nie niszczy. Nie to, co z moimi scrapowymi mini-albumami, które boję się córce pokazywać, żeby nie poodklejała tych wszystkich serduszek i guziczków. (Pasja już chyba została nieco zaszczepiona!)
  • Bo sama chcę jak najwięcej naszego życia zapamiętać, a moja pamięć do maleńkich szczegółów codzienności – tych najsubtelniejszych smaczków – jest niestety bardzo ulotna. Album pozwala mi łapać te chwile i uwieczniać je!
  • Bo lubię oglądać fotografie. Na żywo. Nie na komputerze. Na kanapie. Siedząc z mężem lub córką. Spędzając w ten sposób czas. Dbając o nasze relacje. Bo moje dziecko też lubi oglądać nasze zdjęcia. Nie te dawne – gdzie jej nie ma. Te, na których jest – najbardziej ją interesują. I stale każe je sobie pokazywać. To mnie najmocniej motywuje!
  • Bo wierzę, że Dziecko, które widzi siebie na rodzinnych zdjęciach wie dzięki temu, że jest ważne, że w rodzinie ma swoje miejsce i znaczenie. Nie wiem na ile to udowodnione, ale jeśli istnieje cień szansy, że tak właśnie jest, a ja tak kocham te papiery i kolorowe dodatki, to co mi właściwie szkodzi prowadzić ten album?
  • Nie chcę ryzykować, że moje cyfrowe zdjęcia znikną razem z awarią dysku. Przerabiałam to już. Dziękuję.
  • Bo szukam wyrazu i ujścia dla własnych emocji. Albumy to moja terapia. Chcę w ten swój dziwny – twórczy sposób przeżywać to, co dzieje się w naszym życiu.
  • Bo prowadzenie albumu motywuje mnie do kreatywnego spędzania czasu z Olą. Niektórym się to wydaje głupie. No bo jak to – w naszym codziennym życiu nic się nie dzieje, nie mam co zamieszczać w albumie – to sobie coś wymyślę, aby było co obfotografować… Puste? Nie puste! Bo skłania do działania. Do piękniejszego przeżywania dni. Do organizowania dziecku wypasionych zabaw. Przychodzi mi na myśl sformułowanie „robić z igły widły”. Otóż nie. To nie jest rozdmuchiwanie małych rzeczy, aby doskonale i inspirująco wyglądały na zdjęciach i można się nimi było pochwalić ze znajomymi. Zaszpanować. Nie nie nie. Albumowanie skłania do zaangażowania w zabawę z dzieckiem. Chodzi o prawdziwe docenianie wspólnych zabaw i rodzicielstwo całą sobą.
  • Bo lubię przynależeć do społeczności osób, z którymi dzielę swoją pasję. Dzięki albumowaniu poznałam kilka naprawdę wartościowych osób. Część z nich do dziś inspiruje mnie w tematach macierzyństwa. Cenię sobie te znajomości w najwyższym stopniu! A jeśli i Ty poszukujesz podobnych kontaktów, to już dziś dołącz do grupy jaką stworzyłam na Facebooku. Grupy Mam – wzajemnie motywujących się do tworzenia albumów!

Znalazłoby się tego więcej, ale co ja tu się będę tak bez końca uzewnętrzniać! Wolę teraz posłuchać co Ty masz do powiedzenia! Jeśli któryś z powyższych punktów wyjątkowo Cię porusza, z czyś się nie zgadzasz, lub masz inne argumenty, które przekonują Cię do albumowania – śmiało – pisz o nich tutaj w komentarzach, lub na Mamowej grupie. Pogadamy sobie dłużej na ten temat?

O.

A na deser inspiracja!

Miała to być lekcja krok po kroku o tym jak stworzyć BARDZO PROSTĄ ROZKŁADÓWKĘ w dziecięcym albumie (która mama narzeka na nadmiar czasu???). Ale postanowiłam się nią podzielić jeszcze przed rozpoczęciem kursu! No bo czekać aż do stycznia? To trochę nie w moim stylu :)

No to hopsa sa:

Na początek kiedy tylko chcę rozpocząć pracę to robię porządeczek na biurku i rozkładam zdjęcia, które stworzą moją stronę. To właśnie one dominują na stronach mojego albumu (są przecież najważniejsze, nie?):

rozkladowka

Pod mniejsze zdjęcia – zawsze – absolutnie zawsze wrzucam białe karty z Family Portraits:

IMG_4872

Miałam o jedno małe zdjęcie za dużo, aby zmieścić je w czterech kieszonkach mojej ulubionej rozkładówki (koszulka A), więc postanowiłam wykonać w albumie element interaktywny – ruchome zdjęcie (ponad koszulką), a pod nim drugie – już w kieszonce. W tym celu połączyłam te dwa zdjęcia taśmą washi z lekkim przesunięciem, aby było widać, że pod spodem znajduje się druga fotka:

IMG_4873

Skleiłam dwie karty z jednej strony:IMG_4874 IMG_4875

I z drugiej również:IMG_4876 IMG_4877

Nie mogło zabraknąć elementu dekoracyjnego*:IMG_4878

*naklejka pochodzi z zestawu naklejek dedykowanych kursowi „Dziecko w albumie” – jeśli chcesz się dowiedzieć kiedy trafi do sklepu FP – koniecznie zapisz się do newslettera (z lewej stronie – na pasku bocznym bloga) – poinformuję Cię w nim również o terminie promocji na te produkty :)

IMG_4879

No i interaktywna karta – flipping card – otwierająca się do góry – gotowa!

W dalszej kolejności zdjęcia udekorowałam kilkoma innymi dodatkami. Na przykład naklejkami transparentnymi (białymi i czarnymi*):IMG_4880

Kolorowymi naklejkami:

IMG_4888 IMG_4887

Elementami drewnianymi:

IMG_4886 IMG_4885 IMG_4884 latawiec

I moimi ukochanymi puffy stickersami, czyli naklejkami lekko nadmuchanymi – podniesionymi do góry (jak poduszeczki). Serduszka, które tutaj użyłam pochodzą z zestawów od Citrus Twist Kits:

dziecko

Naklejki transparentne i kolorowe, a także naklejki „nadmuchane” oraz elementy drewniane – to moje ulubione ozdobniki w albumie – ze względu na ich niewielką grubość (nie unoszą koszulek do góry) oraz nieduże rozmiary.

usmiech

A oto efekt końcowy – kolejna strona w albumie Oli:

IMG_4894

Zdjęcia są autorstwa Kingi, która wraz ze swoją rodziną zabrała nas w to urocze miejsce, gdzie fantastycznie spędziliśmy czas, między innymi puszczając latawce (co wbrew przewidywaniom było lepszą zabawą dla nas – dorosłych, niż dla naszych dzieci).

O tym gdzie to było, może pokuszę się napisać w innym poście. Choć może nie pokuszę się o tym pisać wcale, bo jest tam tak pięknie, że wolałabym, aby to miejsce pozostało ciche i spokojne jak wtedy, kiedy my tam przebywaliśmy… Zastanowię się, dobrze?

No dobra!

To chyba najdłuższy post na tym blogu! Więc jeśli Ci się spodobał – udostępnij! Bedzie to dla mnie znak, aby pisać więcej!

Tymczasem życzę wspaniałego weekendu!

Buziole,

M

  • Ola będzie miała niesamowitą pamiątkę. Oglądanie Twojego albumu na żywo, było niesamowite (ta przestrzeń dużych stron, te drobiazgi i zdjęcia!). Nawet jeżeli telefony i komputery pochałaniają nas każdego dnia, to warto wywoływać fotki, by potem móc wspominać i wspominać… :)

    • Mira Jurecka

      :)))

  • Marta Sekunda

    marzę, żeby zmacać Fasolowe albumy!

    • Mira Jurecka

      No to albo zapraszam w odwiedziny do Wrocławia, albo na którymś zlocie, kiedy zazwyczaj mam jeden przy sobie :)) :***