Kupujemy psa, czyli eksperyment października

Kupujemy psa, czyli eksperyment października

Heja! Wygląda na to, że wśród ostatnich wpisów dominuje eksperymetowanie. W sumie w porzadku! Zaczynam teraz nowy semestr na uczelni, więc i obowiązków przybywa, to dlaczego-by-tak-sobie nie dorzucić czegoś więcej? Jestem za! Zanim jednak posądzicie mnie o okrucieństwo i eksperymenty na zwierzętach poczytajcie smutną historię o marnowaniu jedzenia…

W kwestii naprawiania świata: W naszym blogowym eksperymencie przyszła kolej na temat Ograniczania Odpadów, czyli tak zwane w anglojęzycznych Internetach „zero waste”. Hasło znane? A jakże!! Jeśli jeszcze nie, zapraszam do poczytania mnóstwa artykułów u Kasi: click click! A tymczasem zachęcam do przyłączenia się do akcji eksperymentatorskiej!

Dziś podkreślę wagę małych kroków – mianowicie:

Nie od razu Rzym zbudowano!

Każda, nawet najmniejsza zmiana na lepsze jest zmianą na lepsze! A zatem warta jest wykonania! Każdy jeden krok ku bardziej świadomemu życiu jest ważny! A potem to już jazda śniegową kulą, bez trzymanki (jak wiadomo „winter i coming!”).

Toteż. W miesiącu obecnym. Piździerniku (u nas jeszcze nie włączyli grzania, a u Was? To jest dopiero zero waste!). Każda z nas – eskperymentatorek:

 

wszystkiedziewczeta_m

 

 

Przygotowała po jednej małej akcji! Z własnego podwórka! Akcji, która ma zmienić ich otoczenie, a Was zainspirować do działania.

No i tak:

Kasia wystartowała już z ograniczaniem śmieciochów pochodzących z łazienki, na początek proponując używanie olejów w codziennej pielęgnacji twarzy: click!

Ula i Julia jeszcze się organizują, ale ich tematy na pewno też Was zainteresują!

Edit: U Uli znajdziecie: Ograniczanie Pampków – coś sam raz dla mam!

U Julii: Pakowanie Paczuch z lekka inaczej – na przykład w mapę (cudo!)

Natomiast w domu Oli Fasoli wstępnie zapanować miał czas wody z butelek szklanych (zamiast masy butelek plastikowych, jakie każdego tygodnia wyrzucamy). Ale jak się okazuje nie jest to takie proste, więc temat delikatnie przesuwamy w czasie. Natomiast podejmujemy inną małą – wielką akcję.

Mianowicie…

Walczymy z marnowaniem jedzenia.

Taaaaak!

To nasza zmora. Okropna. Okropniasta. Jesteśmy w tej kwestii do bani! Wyrzucamy straaaaaaaaaaasznie dużo. Za każdym razem serce mi się kruszy. I zwalam obowiązek wywalania na Pawła (spryciula!). A zatem postanowiłam nad tym popracować (nie tylko w październiku!).

Od dziś za punkt honoru stawiam sobie cel – PRZESTAĆ KARMIĆ ŚMIETNIK.

Plan jest prosty:

  • Zanim kupię (cokolwiek) zastanowię się, czy na pewno tego potrzebuję i czy na pewno zostanie to spożyte i czy na pewno w takiej ilości i czy na pewno przed upływem daty ważności i czy na pewno odpowiedź na te wszystke pytania brzmi: „tak”?
  • Zanim wylezę do sklepu (również Internetowego) zastanowię się co będziemy jeść i co jest potrzebne do przygotowania tegoż posiłku. I w jakiej ilości. I przygotuję listę. Punktem wyjścia do planowanych potraw będzie aktualny stan lodówki. Odpowiem sobie na pytanie, co możnaby zrobić na bazie już posiadanych produktów, dokładając jak najmniej cegiełek. Kto wie, może zrobimy sobie z tego konkurs rodzinny? I będziemy zbierać punkty? I oczywiście Ola wygra?
  • Wylazać będę do sklepu częściej ale po mniej. Tak, żeby nie kupowac na zapas. Żeby nie marnować produktów, gdyby szykowanie konkretnej potrawy miało mi się na przykład odwidzieć. Na bieżąco – plan posiłków i zaopatrzenie, plan posiłków i zaopatrzenie. I spacer z Olą z głowy. I marnowania mniej.
  • Zanim pozwolę, aby cokolwiek się zepsuło, siłą zmuszę siebie lub małża do spożycia wszystkiego od a do zet. Siłą umysłu.
  • Zanim wyrzucę jakikolwiek produkt – zastanowię się, czy aby na pewno nie da się czegoś z tego zmajstrować lub czy przypadkiem nie da się komuś tego oddać. Komuś, kto się ucieszy.
  • I chyba wreszcie przygarnę do domu psa. Dużego. I Paweł padnie na zawał. I kogo wtedy będę na siłę karmić? Na szczęście na tym etapie nie będzie trzeba już nikogo prosić o wyrzucanie jedzenia!

Trochę żartem, trochę serio (wybaczcie) na temat, który jest dla mnie bardzo ważny. Trzymajcie kciuki, dajcie znaka jakie jeszcze macie patenty na niemarnowanie jedzenia. Widziałam ostatnio post o lodówkach dla ludzi ubogich, które każdy może zasilać na przykład przed wyjazdem z miasta! Pomysł bomba, muszę więcej na ten temat poczytać. Widziałam też przepiękny kompostownik, który można stosować w mieszkaniu. W bloku, na balkonie – taaak! Kusi kusi! Nasze kwiaty i zioła na pewno by go pokochały! Macie jeszcze jakieś sugestie?

Niedługo napiszę o postępach tego eksperymentu, tymczasem pamiętajcie, że i Wy, już dziś możecie wykonać swój mały-wielki krok w kierunku ograniczania ilości produkowanych odpadów. Jak przyłączyć się do akcji napisałam na końcu tego posta: click! Zapraszam serdecznie do eksperymentowania!

Ach no i dzięki, że dzięki Wam mi się chce.

Buziaki,

M

 

  • Dzieci kochają psy, rodzice kochają dzieci, Paweł kocha Mirę – wszystko się zgadza, ej! :P A taki pieseł oprócz wyjadania resztek to sama frajda i jak ładnie wychodzi na zdjęciach! :)

    • Mira Jurecka

      Tylko, że ja ciągle nie mam na to cudowne stworzenie zgody otoczenia :(

  • mru

    e tam psa, bierz kota! przy kotach nic się nie marnuje :D same o to zadbają :D

    • Mira Jurecka

      Mam alergię na koty :D

  • Dorota Czopyk

    Mi w niemarnowaniu pomaga otwieranie po jednym produkcie danej kategorii. Czyli pastę do chleba wyjadam do końca, zanim zrobię/otworzę kolejną itd. Kiedyś napisałam na ten temat posta: http://ekoeksperymenty.blogspot.com/2015/09/jak-gotowac-tak-zeby-nic-sie-nie.html. Może pomoże? Z całego serducha trzymam kciuki!

    • Mira Jurecka

      O dziękuję Ci za ten pomysł! Pamiętam jak kiedyś, kiedy zaczęłam się spotykać z aktualnie mężem i jadaliśmy razem śniadanka, cieszyłam się, że mogę sobie pozwolić na rozpustę otwierania więcej rzeczy na raz, bo jest nas dwoje do opróżnienia paczuchy! Chyba jednak ten model nie jest najlepszy! Spróbuję po Twojemu! I dzięki za polecenie bloga! Super jest!

  • Jedzenia się marnuje aż za dużo. Dlatego polecam Ci pokochać …resztki :) I końcówki owoców i warzyw przekształcać w smakowite potrawy.
    A jeśli jesteś zainteresowana kompostownikiem, chętnie opowiem Ci więcej, jak z niego korzystać i jak najlepiej go nabyć.
    Stawiasz wysoko poprzeczkę w październiku, trzymam kciuki!

    • Mira Jurecka

      O tak, jedzenie to zdecydowanie skok wzwyż dla mojej rodziny! Kasiu, odezwę się do Cię w sprawie tego kompostownika mailowo :D

  • Ja od dwóch miesięcy robię prawie codziennie soki z owoców i warzyw. Także jakiegoś niedojedzonego pomidora, napoczęty owoc lub coś, co miałaś w planie zjeść, ale jakoś tak leży i leży w lodówce… – można wrzucić do sokowirówki.

    • Mira Jurecka

      OOOO! U nas na blacie zostają zawsze poobgryzane przez Olę lekko jabłuszka, a sokowirówka czeka! Dzięki za patent! W sumie nie pomyślałam o tej resztce pomidora, która zawsze zostaje, żeby ją zaprzyjaźnić z blenderem!! Dobre!

    • Izabela K.

      Z takimi pomidorami to różnie można. Ja czasem delikwenta zamrażam, a potem wrzucam np. do sosu jak robię spaghetti albo do pomidorówki.

  • Ja w temacie niemarnowania jedzenia dodaję dla siebie jeszcze jeden punkt: nie brać wałówy od rodziców i teściów, jeśli z góry się wie, że tego wszystkiego nie przeje. Zasada „Jak dają, to biorę” w tym wypadku się nie sprawdza. :)

    • To jest dopiero wyzwanie! :)

    • Ja nie jestem w stanie temu wyzwaniu podołać. A raczej moja teściowa. W czasie ostatniej wizyty przeszła samą siebie. Wiedząc, że mamy warzywnik i cały zagon marchwi przywiozła worek marchewki ;)

      • Mira Jurecka

        Appprove

        W dniu 10 października 2016 08:31 użytkownik Disqus napisał:

      • Mira Jurecka

        Hahahhaa może też nie miała co z nimi zrobić :D

    • Mira Jurecka

      Haha, u mnie z taką asertywnością nie ma problemu, ale mąż nie potrafi odmówić! Mimo moich walk, nie potrafi :D A babcia do nas kilogramami przywozi z drugiego końca kraju! Haha ale to faktycznie też dobry patent!

    • Dorota Czopyk

      Potwierdzam! To jest świetna szkoła asertywności, grzecznego tłumaczenia, wytyczania granic i konsekwencji. Najlepiej zakomunikować odpowiednio wcześniej, że nie chce się już brać, albo, że weźmie się nie więcej niż ileś.