Eksperymentalny wrzesień

Eksperymentalny wrzesień

Pamiętacie post wprowadzający w eksperymenty, który pojawił się tutaj przed kilkoma dniami? Pora zacząć rozmawiać na temat podejścia, którego podjęłam się we wrześniu! Przypomnę temat:

Elektronika – świadome korzystanie z wynalazków współczesności.

Ograniczamy czas spędzany z nosem wściubionym w ekrany: telewizora, komputera, tabletu, smartfona.
Idziemy na powietrze. Spotykamy się ze znajomymi twarzą w twarz. W tak zwanym międzyczasie, zamiast odruchowego sięgania po urządzenie elektroniczne zatrzymujemy się. Włączamy tryb przemyśleń. Zastanawiamy się w jaki sposób elektronika oddziałuje na nasze życie. Czy przypadkiem sięganie po telefon w wolnej chwili nie jest uzależnieniem? Analizujemy ile czasu spędzamy przed ekranami, w jaki sposób ten czas spędzamy i czy na pewno tak właśnie chcemy go spędzać. Zastanawiamy się co elektronika robi z naszym życiem. Z naszymi relacjami. Uświadamiamy sobie w jaki sposób działają współcześni marketingowcy. Wyłączamy powiadomienia w aplikacjach.
Poruszę dziś dwa punkty programu związanego z elektroniką. Jeden, bo mam się czym pochwalić, drugi, bo jest nad czym pracować!
Punkt pierwszy: Telewizja
Telewizji nie oglądam od dobrych kilkunastu lat. Co więcej, wszyscy w koło się z nas śmieją, ale: nie mamy w domu telewizora! Uważam, że to conajmniej zbawienne! Jakiś czas temu stało to to jeszcze, internetowe takie złudzenie telewizji, które rozczarowywało tylko naszych gości, a z mojej perspektywy wyłącznie stało i się kurzyło. Kazałam schować. No bo po co w centralnym miejscu w salonie cudo, którego nikt nie używa? Z tego jestem dumna! Nie należymy do rodzin, które czas spędzają z nosem w telewizorze. Polecam Wam takie podejście bo zbyt wiele nie stracicie, a ile czasu można zyskać! Bezcenne!
Punkt drugi: Internet (zwłaszcza problematyczny jest dla mnie ten mobilny: na tablecie i komórce)
I tu niestety nie ma się czym chwalić. Myślę, że jestem uzależniona. Używam bezmyślnie, co chwilę. Internet w dużym mieście zazwyczaj jest dostępny non stop. Toteż korzystam. Odruchowo. Z nudów. W wolnej chwili. W tak zwanym międzyczasie. A możnaby inaczej!
Co takiego jest złego w {nad}używaniu Internetu w komórce?
Nieobecność – wzór, jaki daję mojemu dziecku. Bo niby z Olą jestem, ale czasem tak jakoś nie do końca. I ona to widzi. I zdarza się, że walczy o moją pełną uwagę. A ja to widzę i dopiero wówczas łapię się za głowę. Głupia głupia głupia ja. Trochę za późno. Uważam, że moje dziecko powinno dostawać 100% uwagi, albo wcale. Nie ma miejsca na półśrodki. Dziecko się bawi i mama tez się bawi.
Nieobecność – moja relacja z mężem. No bo On przecież też widzi, że to moje potakiwanie i odpowiedzi półsłowem nie są oznaką szacunku. Wręcz przeciwnie! Czekając w kinie na film zdarzało mi się odpowiadać na wiadomości… A moglibyśmy w tym czasie rozmawiać. O czymś ważnym. I umykają takie chwile maleńkie. A ich suma sumarum – strach się bać. Z resztą nie lubię przecież sama, kiedy P ma telefon w ręce w moim towarzystwie. Blah! Wyrzucić przez okno!
Nieobecność – moja relacja z drugim człowiekiem. Uważam się conajmniej źle sięgając w towarzystwie innych osób po telefon, po to aby sprawdzić coś na komórce. Zazwyczaj głupotę. Kolejny brak szacunku. Mały gest, tylko chwilka. Ale zawsze mnie wytrąca z równowagi. Za każdym razem myślę, że to nie w porzadku dla drugiej osoby.
Uzależnienie i konsumpcjonizm. Wolna chwila. Pach. Komóra. Podróż tramwajem. Pach komóra. Kolejka w sklepie. Pach. Komóra. No i robi się to odruchem bezwarunkowym. A jeszcze jak się świecą na czerwono te takie tam przypominajki. BLAHHHHH!!!  Naoglądam się zdjęć w Pinterestach, zobaczę co tam nowego koleżanka w sieci poleca, Instagram znowu ma do powiedzenia czego pilnie potrzebuję. No i chciejstwo nie ma końca. A rzeczy materialne szczęścia nie przynoszą. Przynoszą wręcz przeciwnie. I to już doskonale wiem. Teraz chcę to, jutro kolejne, a za tydzień wynoszę stertę dekoracji i pierdołów, które trzeba oddać w dobre ręce, no bo przecież one wcale nie są jeszcze złe czy zniszczone. Po prostu ich nie potrzebuję. No i mama odbiera kolejne gadgety. I kontener za blokiem. I śmietnik. A ile się człowiek napracuje, żeby tę kupkę do wyniesienia przygotować. Ach… Internety zło!!!
Drażliwość kiedy Internetu w komórce brak. Jedziemy na wakacje odpoczywać, odstawiamy komórki. Ale przychodzi taki moment zatrzymania, że sięgnęłoby się po garstkę informacji z social media. A tu psikus! Zasięgu?? Brak. No szlag człowieka trafia, że nie może sobie przescrollować tego feeda! I promieniuje tą negatywnością na innych, niewinnych istot. GŁUPOTA TOTALNA! A kysz!! Wakacje od Internetów! Na dobre!!

Resztę grzechów przemilczę – na pewno jakieś się znajdą, ale nie wydaje mi się, aby miały jakiekolwiek znaczenie w porównaniu z tym, co powyżej! Natomiast co zamierzam z całym tym zbiorem fantów wykombinować?

Oto mój pomysł na wrześniowe eksperymentowanie:

  1. Nie zaczynam dnia od komórki. Komórka nocuje w drugim pokoju. Wszystko może poczekać! Najważniejsze jest miłe powitanie dnia w towarzystwie najbliższych osób. Śniadanko. Kawusia. O!
  2. Czas z dzieckiem, mężem i innymi osobami – oznacza, że komórka jest głęboko schowana. Bez możliwości sięgnięcia po nią w „wolnej chwili”. Nie i basta. A jak zobaczycie, że jest inaczej – proszę mi po łapach dać!
  3. Powiadomienia w komórce – wyłączone! Wszystkie z wyjątkiem smsów i telefonów. Żadnych maili, żadnego Messengera, Facebooki od dawna już nie były włączone (great one!), Instagram również nie świeci w celu sztucznego poprawiania nastroju i samooceny.
  4. Pinterest odinstalowany. Do odinstalowania Facebooka i Instagrama może jeszcze dojrzeję!
  5. Wyjazd – szykuje się nasza rocznica ślubu. Bez komórki raczej nie pojadę, ale co powiecie na wyłączoną komórkę??? Dostęp tylko w sytuacji alarmowej. Do zrobienia!

Dużo? Mało? Osiągalne? Trzymajcie kciuki!!

Jakie efekty eksperymentowania w tym miesiącu przewiduję: Moja całkowita obecność w relacjach z innymi. Więcej maleńkich momentów przeznaczonych na głębokie przemyślenia. Mniej impulsywnych zakupów. Zdrowszy budżet domowy.
Czas na Twoje pomysły!! Z czym masz kłopoty? Co chcesz zmienić? Jak zamierzasz to zrobić? Napisz!
Oto jak możesz się przyłączyć do akcji:
  1. Przeczytaj jaki jest eksperyment miesiąca i co mamy na jego temat do powiedzenia.
  2. Przemyśl czy chcesz w danej dziedzinie coś zmienić i dlaczego.
  3. Zastanów się w jaki sposób możesz to zrobić.
  4. Działaj!
  5. Podziel się swoim pomysłem lub jego realizacją z innymi – poprzez notkę na swoim blogu, post na Facebooku lub fotkę na Instagramie (#eksperymentujesz).
  6. Podlinkuj swoje poczynania w poście dedykowanym eksperymentowaniu – tu lub na blogach pozostałych dziewczyn (ograniczamsie.comnanowosmieci.plpanistrzelec.pl) – tak, aby każdy biorący udział w akcji mógł do Ciebie dotrzeć.
  7. Po miesiącu wprowadzania zmian przemyśl temat na nowo i spróbuj eksperyment podsumować: Jak Ci poszło? Czy chcesz wprowadzone zmiany zatrzymać w swoim życiu na stałe? A może zupełnie Ci to niepotrzebne? Co się zmieniło? Z czym były największe trudności? Gdzie można coś jeszcze poprawić?
  8. Przeczytaj nasze podsumowania i koniecznie napisz co o tym wszystkim sądzisz!
  9. Rozpocznij kolejny miesiąc biorąc udział w następnym eksperymencie.
  10. Ciesz się z faktu, że zmieniasz swój świat i świat innych na lepsze! Małymi krokami, ale do przodu!
Dzięki za uwagę, teraz moja chętnie powędruje w Twoim kierunku. A w międzyczasie nie zapomnij zapoznać się z tym, co Kasia (ograniczamsie.com), Julia (nanowosmieci.pl) i Ula (panistrzelec.pl)  mają w temacie do powiedzenia! Ich perspektywy są bardzo intrygujące!
wszystkiedziewczeta_m
Do miłego…
  • My telewizora nie mamy od 8 lat i to była chyba jedna z naszych najlepszych życiowych decyzji. :)

    • Mira Jurecka

      Co nie? Zgadzam się w stu procentach!

  • „Nie zaczynam dnia od komórki.” Ja dodałabym „…i go z komórką nie kończę.”. Dobrze jest przeznaczyć sypialnię dla sypialnianych rzeczy, a nie na przeglądanie nowości w internecie. Miałam kiedyś taką zasadę, niestety trochę się ostatnio rozmyła i warto ją ponownie wskrzesić. Dzięki za przypomnienie!

    • Mira Jurecka

      Taaaak! Zdecydowanie dobra poprawka! Trochę o to ciężko czasem, ale da się! Trzeba być twardym!

  • Ja nie mam telewizora od jakichś 7 lat. Było nam rodzinnie bosko, póki Mąż nie uświadomił sobie, że wszelkie informacyjne badziewia (eee… programy) można oglądać w internecie. Także teraz jakbym już miała telewizor :/
    Co do internetu – super, że dostrzegasz jego problem w relacji z dzieckiem. Kiedyś gdzieś przeczytałam tekst kobiety, którą dziecko zapytało: „Czy mama kocha telefon?” To mną wstrząsnęło. Tak mogą postrzegać nas dzieci. One wszystko widzą i wiedzą, chłoną niewyobrażalnie. Szybko i nie wiadomo kiedy.

    • Mira Jurecka

      Ojej! Czy kocha telefon????? No właśnie takiego obrazu siebie w oczach Oli się boję! Takiego trzeba własnie nie zbudować!! Działamy!