Gotowi? Do startu! Start!

Gotowi? Do startu! Start!

Czas na eksperyment Listopada! Tym razem pod lupę bierzemy SPORT… Że-NIBY-Cooooooo? Sport? Co ma sport do naprawiania świata? Do zwalniania w życiu? Do macierzyństwa? Też sobie zadałam to pytanie. I zaraz Wam o tym troszeczkę opowiem… Ale najpierw mały wstęp: Tym razem będzie odrobinę inaczej niż dotychczas. W temacie eksperymentowania pojawi się na moim blogu więcej, ale za to krótszych postów. Po co? Po to, aby zrobić tu na blogu odrobinę więcej zamieszania, rozłożyć temat na łopatki, ale w rozsądnych porcyjkach. Tak, żebym nie padła wypruwając się na jeden {zbyt} długi post, którego i tak nikt nie będzie chciał czytać. Jak Was tak kilka razy zmaltretuję monotematycznością, to może ulegniecie i podejmiecie wyzwanie? Zachęcam gorąco! A tymczasem, borem, lasem..

Uzasadnienie tematu. Dlaczego w tym miesiącu chętnie podejmę się wyzwań związanych z aktywnością fizyczną?

Zacznijmy od tego, że jest listopad. Szaro-bury-brzydki-zimny-ciemny-depresyjny-deszczowy-fuj. Moje ciało zdążyło już dawno zapomnieć o słonecznym lecie i domaga się ruchu. Jak się okazało, podobnie mają dziewczyny z eksperymentalnej kooperatywy: Jula, Kasia i Ula (aniołki Czarliego :D).  Po lecie nie czas na zimowy sen, ale na pobudzenie organizmu do życia. Kakao i koc nie wystarczą :)

A jak to się wszystko ma do parentingów i slołlivingów? Otóż otóż otóż… Jest związek!!!!!!!

Po pierwsze slołliving. W zwolnionym tempie, oznacza świadomie. A żeby mieć świadomość trzeba znaleźć na nią czas. Czas najlepiej jest pozyskać rezygnując z marnowania go na negatywne myśli.  Moje doświadczenia pokazują, że bieganie nad Odrą sprzyja odrzuceniu wszystkiego co mnie dręczy, a wspiera dobre nastawienie do świata. Dodatkowo tak już mam, że podczas biegania modlę się (Panie, pomóż mi jeszcze tę odrobinę dalej pobiec, pomocyyyyy! :P) Ha! Taki biegowy majndfulness. Wszelkie formy ruchu zawsze pomagały mi wyczyścić głowę z tematów problematycznych, a skierować uwagę w pozytywną stronę życia. To pewnie przez te całe endorfiny…

A właśnie. W kwestii Endorfin… Mama uprawiająca regularnie sport, to mama szczęśliwa i zdrowa. A kiedy mama jest zdrowa i szczęśliwa, to tym bardziej szczęśliwe są jej dzieci (ze zdrowiem dzieci to różnie bywa!). A zatem wnioskuję, że regularna dostawa endorfin do mojego organizmu spowoduje, że będę miała więcej dobrej energii, którą mogę spożytkować w relacjach z Olą, co i Olę uszczęśliwi. A zatem mamy już w sporcie element parentingów… Któż by pomyślał?

No i przejdę do sfery ekonomicznej. Pora na odrobinę rozważań w temacie minimalizmu. Biegająca mama, to mama, która nie spędza czasu w sklepach internetowych. Ani tych prawdziwych. Proste! Im więcej czasu poświęcamy na sport, tym mniejsze mamy szanse poświęcić go na zakupoholizm! Dodatkowo, uwaga uwaga! Mama uprawiająca sport, to mama w trakcie procesu „chudnięcia”. Oznacza to, że wcale nie ma potrzeby kupowania nowych spodni, gdy poprzednie skurczyły się w praniu! Wręcz przeciwnie! Oczekujemy efektu ponownego mieszczenia się w poprzedni egzemplarz. No albo czekamy z zakupem do momentu w którym osiągniemy tę naszą „odpowiednią już”, wymarzoną, wyczekaną wagę (czyt. nigdy! ha!)

W moim prywatnym odczuciu sport to również większa świadomość i pilnowanie tego, co wrzucam na ruszt. Najlepiej, aby była to zdrowa, lokalna i sezonowa żywność! Kolejny element świadomości – check! I wracamy do tematu SLOWLIVINGU, koło się zamyka. Mogłabym jeszcze dłużej, ale o zaletach ruchu, to Wy sami wiecie najlepiej, więc co ja Was tu będę zanudzać!

To co? Kto idzie ze mną biegać nad Odrą w to całe szarobure zimenko?? Yyyyyy… No dobra. Następnym razem powiem Wam jaki jest mój treningowy plan i jak zamierzam pogodzić go z pełnoetatowym macierzyństwem oraz innymi obowiązkami!

Si ju lejter aligejter!

ps. Wybaczcie, że znowu skazałam Was na mój półżart, półserio. Tak to już ze mną bywa w piątki wieczorem!

  • Czuję się przez Ciebie zmotywowana, w blokach startowych, by napisać coś od siebie. Ciężko mi zacząć sportowe rozważania, gdy leczę się z przeciągającego się przeziębienia. Ale nic, zabieram się za siebie, by rozbudzić w sobie pokłady endorfin i pozbyć się tysięcy kilokalorii zdobytych dzięki rogalom świętomarcińskim. Ruszajmy się!

    • Mira Jurecka

      Oj Biducho! Jeszcze się leczysz? To straszne! Wiesz co? Polecam saunę na poprawe odporności. I podobno dobrze też robi zimną wodą pod koniec prysznica polewać sobie nogi na przemian z gorącą. Ale to już trochę po ptokach i raczej na przyszłość! Trzymam kciuki, żeby było lepiej! A to i dobrze, że jestes zmotywowana (oby nie tylko do pisania :D), bo ruch też podkręca odporność!!!!! Czekam niecierpliwie na Twój post!