Inspirujący Tata – Pan Poeta

Inspirujący Tata – Pan Poeta

Jakiś czas temu, gdy odwiedzaliśmy Kingę i jej Rodzinkę przyszła do nich pocztą pewna intrygująca książeczka, która wzbudziła zainteresowanie Oli Fasoli ale też i moje. Przepiękna (w treści ale też graficznie) i pełna humoru książka z przesłaniem uczącym dzieci tolerancji i samoakceptacji. Okazało się, że Kura, co tyła na diecie, to jedna z TRZECH niesamowitych pozycji dziecięcej literatury, napisanych przez Pana Poetę. Wszystkie są niezwykłe, tak samo, jak niezwykłą osobą jest jej Autor. Po Bliskostworowym poście Kingi zajrzałam na jego stronę i przepadłam. To było moje blogowe odkrycie roku. Pierwszym postem, który przeczytałam, był wpis o bardzo intrygującym tytule – „Moje dziecko mnie bije, a ja nie mam pojęcia, co robić”, który pokrzepił mnie do głębi! A więc nie jestem jedyną osobą na świecie, którą własne dziecko regularnie trzaska maleńkimi dłońmi prosto w twarz. Olśnienie. Jak już wspomniałam – przepadłam w kunszcie pisarskim Pana Poety. Postanowiłam napisać do niego z pytaniem, czy zechciałby udzielić mi blogowego wywiadu. I co się okazało? Odpowiedź brzmiała: „tak”!

Dziś mam przyjemność zaprezentować Wam odpowiedzi Pana Poety na moje pytania – poznajcie tego inspirującego Tatę. Zapraszam na rozmowę o świecie, który kręci się wokół dzieci, o ojcostwie,  stereotypach, marzeniach, poezji, tremie i wielu innych rzeczach.

 

1. Kim Pan jest, czym się Pan zajmuje, o czym Pan marzy (mężczyźni też chyba marzą, prawda?)?

Dla każdego jestem kimś innym. Dla dzieci własnych tatą, dla innych ogromnym (ale wzdłuż, nie wszerz) panem, który czyta im bajki w przedszkolach i układa do nich zabawy. A dla żony mężem z nietypowym zacięciem do ręcznie ilustrowanych książek z rymowanymi historiami z morałem. Marzy mi się, żeby kiedyś ta pasja stała się sposobem na życie. Na razie na to za wcześnie, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku.

 

2. Czy uważa Pan, że żyje na wysokich obrotach, czy raczej ceni sobie ciszę i spokój (jeśli opcja numer 2: w jaki sposób dba Pan o tę ciszę i spokój?)

Cisza i spokój postanowiły na dobre mnie omijać. Decyzję podjęły w momencie pojawienia się na świecie mojego synka i córki. I to nie był przypadek.

Od tego czasu przyjaźnię się z wysokimi obrotami. Co więcej, razem z pierwszym dzieckiem przyszły na świat moje pierwsze książki, które też domagają się „ojcowskiej” uwagi. Spotkania w przedszkolach, targi książki, wieczory autorskie, wywiady i wyjazdy branżowe. Ciężko znaleźć czas na ciszę i spokój.

 

3. Jakie są Pana życiowe priorytety? Czy sądzi Pan, że Pana dzieci miały na nie wpływ? Co się zmieniło w Pana życiu?

Na pierwszym miejscu zawsze jestem tatą i mężem, a dopiero później Panem Poetą.

Doskonale pamiętam tę chwilę przemiany.

Szpital. Obojętni lekarze patrzą na mnie i żonę, parę nowicjuszy, którzy uśmiechem i żartami starają się zakryć niepewność oczu. Tyle że ona skrywa się tak, jak dziecko za przykrótką zasłoną. Niby schowane, ale widoczne.

Aż w końcu nachodzi moment odsłonięcia i nagle świat przestaje istnieć. Przynajmniej taki, jaki znałem. Oto on. Mój syn. Tak po prostu. Jest.

Rzeczywistość staje. Przestaje kręcić się wokół mnie. Trochę jak u Kopernika. Od tej pory to ja obracam się wokół tej małej istotki. Jestem jej całym światem, a przynajmniej jego połową. Od tamtej chwili zawsze na pierwszym miejscu są dzieci. Chciałbym je dobrze wychować, pokazać im piękno świata, przekazać wartości, w które sam wierzę. Banalne? Pewnie tak, bo to przecież marzenie każdego rodzica, ale za to prawdziwe.

 

4. Jaki jest Pana stosunek do rodzicielstwa: Jakie są Pana obawy odnośnie bycia Tatą? Co Pan uważa, że jako ojciec powinien nauczyć swoje dziecko?

Rodzice pieszczą się z rodzicielstwem. Przejmujemy się za bardzo, czy coś robimy dobrze czy nie. Przeglądamy Instagram i wpadamy w depresję, że nasze domy nie są tak cudowne jak na niektórych zdjęciach. A nie ma się czym przejmować, bo nikt nie jest w pełni przygotowany na pojawienie się dziecka. To zupełnie naturalne, że niektóre rzeczy nie wychodzą, bo dopiero uczymy się siebie nawzajem. Początki są trudne, ale bardziej obawiam się kolejnego etapu.

Choć bardzo chcę, to nie jestem idealnym tatą i zdarza mi się mówić jedno, a robić drugie. A każdy rodzic wie, że dzieci chętniej podglądają nasze zachowanie niż słuchają tego, jakie ono powinno być. Dlatego dorastanie dzieci rozumiem także jako własne. Muszę być chodzącym przykładem, a proszę mi wierzyć, bardzo mi od niego daleko. Ale wartością, którą przekazuję na pewno, jest szacunek do drugiego człowieka. Pięknie o tym mówił Konrad Kruczkowski. I taki szacunek chciałbym przekazać dzieciom.

 

5.  Czy jako mężczyzna i ojciec czuje Pan w swoim stosunku jakąś społeczną presję (dużo się mówi w stosunku do Mam, czy u mężczyzn jest podobnie?). Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że mężczyzna powinien w życiu: posadzić drzewo, zbudować dom, spłodzić syna (ewentualnie dodatkowo wybudować pomnik trwalszy niż ze spiżu), czy też może uważa Pan, że te oczekiwania są dziś zupełnie nieaktualne?

Jeśli tylko te trzy rzeczy, to powoli mogę pakować walizki. A tak poważniej, to dlaczego ktoś, a tym bardziej przestarzałe powiedzenie, ma mi dyktować, co mam w życiu robić. Nie zgadzam się z tym stereotypem. Co ma powiedzieć na przykład ojciec pięciu córek (pozdrawiam supertata.tv)? Czy ma popaść w depresję? Przecież to zupełnie bez sensu.

Dzisiaj prawdziwym facetem jest ten, kto stawia czoła stereotypom, lękom i problemom. Jednym z takich przykładów jest Martin, który miał odwagę napisać, że poddał się wazektomii, czy Nikodem, który sam o sobie pisze, że sięgnął dna, ale tylko po to, by się od niego odbić. Nie każdego byłoby stać na takie wyznania. Ale to są faceci. Przed duże eF.

Osobiście nie czuję jakiejś specjalnej presji. Staram się być najlepszym tatą, jakim potrafię, co na pewno nie znaczy „idealnym”.

 

Dla własnych Dzieci na pewno jest Pan ideałem.

 

6. Kontynuując: Jak Pan sądzi co w dzisiejszym świecie „powinien zrobić w życiu mężczyzna”, aby cywilizacja dobrze się do przodu pokulała? A może nic nie powinien? Może nie zgadza się Pan z jakimikolwiek społecznymi oczekiwaniami wobec ojców?

W moim idealnym świecie każdy wykonuje to, co go pasjonuje, i jest za to dobrze wynagradzany. Wówczas bowiem taki twórca, jak mówi Michał Szafrański, w pewnym momencie zorientuje się, że dzięki nadwyżce finansowej może w końcu pomagać innym. Przecież i tak nie wyda wszystkiego na siebie.

Dlatego nie mam konkretnych wskazówek, co powinien zrobić facet w swoim życiu. Oprócz tego, żeby rozwijał to, w czym czuje się naprawdę dobrze. Nawet jeśli jest to zupełnie bez sensu w oczach innych. Trzeba mieć odwagę spełniać marzenia. Nie tylko własne.

 

Podoba mi się Pana podejście! Cenię sobie w ludziach szlachetność i mam nadzieję, że współcześnie nie jest to cecha zanikająca.

 

7. Czy łatwo jest być Poetą? Czy nie ma Pan czasem wrażenia, że inni mężczyźni mogliby dziwnie patrzeć na to, czym się Pan zajmuje? Bajki dla dzieci. Czy jest to przez Pana dobrze postrzegany zawód dla mężczyzny? (Oczywiście to pytanie podpucha, bo spójrzmy na Geniuszy takich jak Tuwim czy Brzechwa – bez nich świat byłby ubogi, ale czy Pan osobiście ma w tej kwestii czasem jakieś kompleksy?)

Tak szczerze, to nie zastanawia mnie to, co myślą o mnie inni mężczyźni. Podejrzewam, że mają wiele ciekawszych obiektów do obserwacji. I tego, co odczuwam, nie nazwałbym kompleksem, a ambicją, bo chciałbym kiedyś dorównać Brzechwie, Tuwimowi i innym wielkim twórcom. Pocieszające jest to, że już jestem największym bajkopisarzem – przynajmniej jeśli chodzi o wzrost ;-). Ale tu ciekawostka, bo ostatnio miałem przyjemność spotkać pana Witolda Szwajkowskiego i już tej pewności nie mam, bo to również bardzo rosły rymotwórca.

 

Pozostaje więc Panu jeść drożdże i rosnąć na nich jeszcze wyżej, aby nikt nie zagroził Pana aktualnej pozycji ;)

 

8. Kto według Pana był najlepszym polskim Bajkopisarzem? Kogo mógłby Pan zatytułować swoim „Guru od bajek dla dzieci”?

Jako dziecko uwielbiałem Brzechwę, który tworzył swoje bajki z nieprawdopodobną lekkością. Gdy dorosłem i studiowałem dużo bardziej ceniłem Tuwima, bo strukturalnie bardziej podobają mi się jego bajki. Ale lubię też Dorotę Gellner, Danutę Wawiłow oraz państwa Szwajkowskich za ich kunszt rymotwórczy i zabawę słowem. Poziom jest bardzo wysoki, więc ciężko wybrać jednego faworyta.

Ale bajką, która najbardziej poprowadziła moją wyobraźnię do opisywanej sceny, była współczesna wersja Czerwonego Kapturka, czyli już nie tak bardzo współczesna „Czerwona sukienka” Fisza. Też rymowana – żeby nie było.

 

O tak, poezja Fisza jest wyjątkowo ciekawa :)

 

9. Czy jest na świecie jakiś bardzo nieosiągalny dla Pana, ulubiony ilustrator/ilustratorka? Chciałby Pan, aby ktoś taki zilustrował Pana bajkę?

Benji Davies. Choć nie nazwałbym go nieosiągalnym. Przekona się pani za kilka lat.

 

Czekam z niecierpliwością, bo estetyka graficzna tego Pana jest wspaniała! Trzymam kciuki!

 

 

10. Zdarza mi się czasem rymować dla mojej córy, ale nie mam wykształcenia w tym kierunku, więc proszę powiedzieć, jakby Pan ocenił ten wierszyk (a właściwie zabawę słowną lub wręcz idealną opcję na dyktando :D):

Najeżony

usiadł jeż najeżony
na zielonej łące
zły jak osa
albo bąk
usiadł
wzdycha…
dzisiaj zbierać miał jeżyny
na babcine urodziny
tort miał zostać upieczony
jeżynami najeżony
spojrzał w prawo, spojrzał w lewo
jeżyn brak
jest drzewo
wlazł na drzewo po drabinie
„może z góry
ujrzę krzak”
krzaka brak

i tak siedzi najeżony
patrzy na dół w obie strony

jeżyn nie ma
i nie będzie
z góry jeżyn nie dostrzeżesz
wie to przecież każde zwierzę
wie to każdy oprócz jeża
jeż wciąż siedzi
nie dowierza

Jeśli wierszyk został napisany dla córki, to jest na pewno najpiękniejszy na świecie. Ciężko będzie z nim konkurować nawet największym poetom. W końcu to wiersz od Mamy. Jedyny w swoim rodzaju i nieporównywalny z czymkolwiek innym.

 

No tak. Dyplomatyczna odpowiedź – jak na gentlemana przystało. Dziękuję.

 

11. Występuje Pan również przed dziećmi. Czy ma Pan tremę? Czy zdarza się, że czasem dzieci czegoś nie załapią, albo nie przyjmą Pana entuzjastycznie? Jak Pan sobie radzi w takich sytuacjach?

Z tego co wiem, podczas odwiedzin Pierwszej Damy w przedszkolach dzieci przytulają również oficerów BOR-u, więc ja, wysoki pan z muchą, naprawdę nie muszę się niczego obawiać. Choć prawdą jest, że za każdym razem serce wali mi w rytmie cha-cha, ale stres zupełnie mija, kiedy zaczynamy Pan Poeta Show.

Dzieci rozładowują atmosferę np. pytaniem, po co mi ta wielka kokardka na szyi. Po takim wstępie nie potrafię się stresować. Rozmawiam z dziećmi, poświęcam im 100% uwagi, więc nerwy nie mają nawet matematycznych szans. Zagaduję je. To cała tajemnica.

 

12. Kiedy będzie Pan ze swoim przedstawieniem we Wrocławiu? Chętnie zawitamy!

Wrocław jest na mojej liście priorytetów. Bardzo chętnie go odwiedzę. Pozostaję otwarty na zaproszenia przedszkoli i bibliotek. Kura już pakuje bagaż, choć sama będzie podręcznym. Do zobaczenia zatem?

 

Oczywiście, że do zobaczenia! Już pociągnęłam za kilka sznurków, które były w moim zasięgu, aby jak najszybciej Pana do nas sprowadzić!

Dziękuję serdecznie za Pana odwiedziny na moim blogu, mam nadzieję, że zaglądający tu czytelnicy dzięki naszej rozmowie polubili Pana tak samo jak ja! Dziękuję!