Moje dziecko jest potworem, czyli jak przetrwać wczesne macierzyństwo?

Moje dziecko jest potworem, czyli jak przetrwać wczesne macierzyństwo?

Pamiętam doskonale jak to było, gdy urodziła się Ola: Nigdy więcej dzieci! Nigdy. Bezwarunkowa miłość i hormony nie wystarczały aby wybaczyć córce ból, stres, krzyki, płacz, nieprzespane noce, niewolnictwo, sprzątanie z podłogi tego co ulała, zmywania kupy ze ścian, utraconej wolności.

Ale to było dawno! Jakby wieki temu! Od tamtej pory świat znów się przewrócił do góry nogami. Odrobinę spokoju w życiu odzyskałam i jestem gotowa pozostawić tu i teraz rady – dla siebie (jeśli kiedykolwiek będę to samo jeszcze przechodzić) i innych młodych matek, które przeżywają to i pewnie jeszcze nie jedno!

Więc jak przetrwać ten straaaaaaaaaaaaaszny czas, gdy Wasze dziecko jest małym potworem?

Po pierwsze radzę się pomodlić. Tutaj człowiek nie wystarczy! Trzeba się zwrócić o Boską pomoc. Serio! Niejeden raz pomogło natychmiastowo, niejeden z odpowiednim opóźnieniem czasowym. Ale pomogło! Liczy się efekt! Módlcie się o swoje zdrowie psychiczne, o cierpliwość, o to, aby po tej jednej minutce wreszcie zasnęła, aby pospała co najmniej jeszcze z pół godzinki. Aby przestała wreszcie płakać. I aby ta kolka się wreszcie skończyła i żeby ta szczepionka nie przyniosła efektów ubocznych… to dopiero początek listy! Na samym końcu módlcie się, aby to całe poświęcenie nie poszło na marne. A gdy nie pomaga natychmiastowo: płaczcie na głos!

Pomaga.

A tak z dolnej części piramidy potrzeb:

Spać. Dużo spać. Nadrabiać kiedy tylko jest możliwość. Sen jest priorytetowy. Bez snu jesteśmy zombie. A jak mama zombie, to dziecko jeszcze bardziej zombie! Zapomnijmy o jeszcze jednym odcinku serialu, zapomnijmy o bezsensownym scrollowaniu fejsika. Przyjdzie czas na drobne przyjemności. Sen jest najważniejszy.

I jedzenie.

Nienajedzona mama, zła mama. Mały człowiek czy duży – nieistotne! Głodny człowiek = wściekły człowiek. Polecam jedzenie z dostawą do domu! Prosto z babcinej kuchni. Albo niech ukochany mąż ugotuje! No dobra, rozpędziłam się.

Wyjść z domu. Aby choć przez godzinkę nie słyszeć żadnego dźwięku. Auta mogą trąbić, reklamy walić po uszach, byle tego naszego ukochanego małego człowieka nie było słychać. Ale to już wiecie! Na każdym parentingowym blogu o tym trąbią. Wychodzenie z domu do podstawa.

Z rad jeszcze bardziej przyziemnych: Budzi się? Płacze? Nie wyciągać z łóżeczka od razu! Ręka na brzusiu i machamy delikatnie. Albo po prostu ręka na brzusiu. Albo złapać za rączkę. Odkładając do łóżeczka – ręka na brzusiu. Ręka na brzusiu działa cuda. Jak modlitwa.

I na koniec najważniejsze – PAMIĘTAĆ, że to wszystko jest tymczasowe! Serio! Kolka naprawdę mija. Zapominasz, że w ogóle kiedykolwiek była! Ulewanie też szybko się kończy. Kupy stają się odrobinę gęstsze (nie oznacza, że mniej obrzydliwe :D), ból fizyczny mija. Ból psychiczny mija. Niewolnictwo mija (czasem nawet zaczyna go brakować!)

Światełko w tunelu: rok, półtora roku! Półtora to już pewniak! Potem Wasz potworek, niczym za dotknięciem magicznej różdżki, naprawdę staje się dzieckiem!

Tylko wolność nie wraca. Trzeba się z tym faktem zaprzyjaźnić! I modlić się.

Comments are closed.