W tempie ślimaka – priorytety

W tempie ślimaka – priorytety

Witajcie,

Kilka tygodni temu zaplanowałam sobie jakie tematy chciałabym poruszyć w moich czerwcowych postach tutaj. Dziwne, co? Mira planująca posty na blogu… Ci, którzy choć odrobinę mnie znają, wiedzą pewnie, że to nie w moim stylu… A jednak!

Odkąd zmieniłam poprzedniego bloga na to miejsce, czuję się zdecydowanie swobodniej jeśli chodzi o publikacje. Wręcz leniwie! Stąd ta cisza. Miałam też pisać w języku polskim (więc powinno być sensownie i o czymś konkretnym). Cały czas dumam o tym, co powinnam na tym blogu zamieszczać, jakie treści ktoś w ogóle będzie chciał czytać i po co ja to w ogóle mam pisać. Doszłam do punktu, w którym przyznaję: pewnie nikt nie będzie tego czytał, więc po prostu będę pisać dla siebie. Żeby pozbyć się myśli kłębiących się w głowie, uporządkować swoje pomysły na życie, dać sobie czas, miejsce i przyzwolenie na realizowanie tych pomysłów. No więc dobrze. Niech będzie. Nie jest to jednak łatwe. Bo tak pisać dla siebie, to przecież ja wcale nie muszę w sieci. Mogę przecież do szuflady… A jeśli pisać w sieci, to pojawia się ciśnienie: „muszę to zrobić”, „przynajmniej kilka postów w miesiącu”, „trzeba się do tego zebrać wreszcie!” „już połowa miesiąca, a tu dalej nic…” No i dołóżmy wyrzuty sumienia i katastrofa gotowa. Postanowiłam więc, zamiast przez pół miesiąca zbierać się za napisanie czegokolwiek: „Zaplanuję kilka tematów na najbliższe miesiące i zobaczymy co z tego wyjdzie!”. No i masz babo placek… W ten oto sposób Mira planuje swoje  posty w plannerze.

Aby zacząć tę blogową historię z sensem i tak jakby trochę od początku – dziś chciałabym się skoncentrować na tym, co w życiu w tempie „slow” jest najważniejsze. Co w moim życiu jest najważniejsze. Dla każdego z nas będzie to zupełnie inna lista priorytetów.

Kiedy zaczynamy spowalniać i próbujemy przeżywać nasze życie bardziej intencjonalnie, musimy zdać sobie sprawę dlaczego właściwie to robimy i co jest dla nas w życiu najważniejsze. To właśnie odpowiedzi na dwa powyższe pytania będą wyznaczać naszą dalszą drogę, będą mieć wpływ na nasze decyzje (nawet te najmniejsze). A przynajmniej powinny.

A zatem co w moim „ślimaczym” życiu jest najważniejsze? Jakie priorytety chciałabym aby porządkowały życie moje i całej mojej rodziny? Wyobraźcie sobie, że Wasze życie składa się wyłącznie z czasu. Na ziemskim padole jest on niestety ograniczony. Wyobraźcie sobie więc ciacho, które reprezentuje Wasze życie i dostępny Wam czas. Ciężko przewidzieć ile to ciacho będzie ważyć, ale niech przynajmniej będzie okrągłe. Dla łatwego odzwierciedlenia ułamków.

No i teraz wyobraźcie sobie, że Wasze życie składa się z priorytetów, którym ŚWIADOMIE dedykujecie konkretną część Waszego ciacha – to słodki kawałek, którego jedzenie przyprawia Was o stan błogości…

oraz całej sterty nieistotnych pierdół,

niechcianych wrzut,

zajęć, które sprawiają, że nie czujecie się szczęśliwi,

spotkań z ludźmi, z którymi spotykacie się tylko dlatego, że wypada,

zdarzeń, w których uczestniczycie tylko i wyłącznie dlatego, że poziom Waszej asertywności jest znikomy.

Ta druga część jest taka kwaśno-słono-gorzka. Jakby kucharz się pomylił.

A to trochę chyba Wy jesteście swoimi własnymi kucharzami, czyż nie?

Czy nie macie czasem wrażenia, że te gorzkie kawałki ciasta, które przychodzi Wam spożywać każdego dnia, dominują w Waszym życiu? Okruszek do okruszka i o słodyczy zapominamy. Dni lecą jak oszalałe, jeden za drugim, a my jesteśmy nieszczęśliwi… Bo nasze ciasto już dawno nie jest słodkie. Już nawet zapomnieliśmy, że powinno być.

 

A zatem czas najwyższy USTALIĆ PRIORYTETY! Każdego dnia możecie mieć wpływ na smak Waszego ciacha. Wystarczy mała rzecz: zwykłe obudzenie i nastawienie trybu banana na twarzy. Zwykłe jedno małe: „nie”, kiedy ktoś proponuje Wam uczestnictwo w spotkaniu, w którym uczestniczyć nie chcecie! Nie zawsze nawet musicie się z tego tłumaczyć. To takie właśnie małe cegiełki mogą wpłynąć na to jak przeżywamy każdy dzień!

Mając w głowie priorytety możecie przed każdą decyzją poświęcić jedną maleńką chwilę na przemyślenie: „czy to jest dla mnie ważne?”, „czy chcę?”. „po co?” I dopiero wtedy odpowiedzieć. To Wasze priorytety powinny wyznaczać ramy każdego Waszego dnia. Czasu, którym dysponujecie.

 

Na temat moich priorytetów rozmyślam bardzo intensywnie od poprzedniego lata. Od wtedy też wiem, że numerem jeden

powinien. być. dla. mnie. Bóg.*

*Uwaga, robi się tu właśnie bardzo prywatnie… czyt. Lektura nie dla każdego!

 

Numerem. jeden.

powinien.

być.

dla. mnie.

Bóg.

Niestety… Nie do końca to jeszcze czuję. Wierzę bardzo. Zdecydowanie gorzej z praktyką. Dlaczego? Bo podchodzę do tematu zbyt ambitnie! Wiem to! Po prostu wiem.

Podobno z wiarą to nie zawsze jest tak, że mleko, miód i fajerwerki. Czasem nie do końca się to czuje, tak jakby się oczekiwało! Trzeba chodzić na te msze i być wytrwałym i modlić się i żyć we wspólnocie. I może przyjdą fajerwerki, a może nie.

Był w moim życiu kilka lat temu taki czas we wspólnocie Kościoła wypełniony po brzegi fajerwerkami. W tym czasie byłam najszczęśliwszą sobą w całym moim 28 letnim życiu.

To był moment, kiedy na każdym kroku czułam obecność Boga. Czułam miłość i szczęście. Łaski, którymi mnie obdarza. Do dziś pozostało mi codzienne dziękowanie Mu za to, co przyniósł.

Ale fajerwerki ustały.

Co gorsze: nie chcą wrócić.

WIEM. ŻE

Tylko od Boga zależy moje życie.

A jednak ciągle z wielką trudnością przychodzi mi oddanie mu numeru jeden.

Zaraz pewnie trzaśnie mnie piorun i tyle z mojego rozpisywactwa tutaj.

Niestety. Nic to, że rozum wie, serce głupie, nie słucha.

***

Zatem numerem jeden jest w moim aktualnym życiu RODZINA. To córci i mężowi chcę poświęcać swój czas i pełen entuzjazm, całą energię i wszystkie chęci. To właśnie dobro rodziny, walka o dobre relacje powinny decydować jakie decyzje podejmuję każdego dnia… już od momentu wygramolenia się z łóżka. Nawet te najmniejsze. I to właśnie rodzina jest odpowiedzią na moje „dlaczego chcę zwolnić”. Właśnie dlatego, żeby przeżyć każdą jedną maleńką chwilę z Pawłem i Olą ze stuprocentowym zaangażowaniem. Aby walczyć o te chwile niczym lwica. Właśnie dla tych chwil chcę odrzucać z mojego życia rzeczy, które nie są ważne. Które nie powinny się w nim znajdować.

 

Numerem dwa w moim „ślimaczym życiu” są relacje z ludźmi. Nie tylko z przyjaciółmi. Jestem. Zwierzęciem. Społecznym. Najlepiej się czuję, kiedy spędzam czas z najbliższymi osobami. To właśnie ich śmiech doładowuje moje baterie na długi czas. To właśnie z nimi chcę się podzielić moją słodką częścią ciasta. Czasem niestety mam problem, aby utrzymywać choć odrobinę dobre relacje z niektórymi osobami. Nie mówię o głębokich relacjach. Po prostu. Takie codzienne. Które pozwolą mi cieszyć się z tego kim jestem. Nie mówię o udawaniu. Mówię o szczerości. Bo przecież każdy ma swoją historię! Każdemu należy się szacunek. Taki priorytet, który wymaga ode mnie wyjątkowo dużo pracy.

 

Trzy. Numerem trzy na mojej liście są pasje. Bo spełniają moje wewnętrzne, nienazwane czasem nawet potrzeby. Mam taką teorię, że aby być szczęśliwym trzeba mieć w życiu takie zajęcia, które robimy tylko dlatego, że przynoszą nam radochę. Dla części z Was będą to skoki ze spadochronu, zdobywanie ośmiotysięczników, a dla innych szydełkowanie, scrapbooking, blogowanie, czy kolokwialnie zwane „stanie przy garach”. Byle banan był na twarzy.

 

A dopiero później PRACA. Bo, żeby człowiek pracował efektywnie, musi być spełniony. Szczęśliwy. Rześki. Przynajmniej w teorii. Praca, bo pozwala zaspokoić te potrzeby z dolnej części piramidy Maslowa. Błagam, byle by to była praca, którą lubicie, do której chętnie chodzicie, która pozwala Wam realizować jakąś ważną misję. Ja na przykład postanowiłam zostawić świat lepszym niż go zastałam (Ach Panie Baden-Powell!). Małymi kroczkami. Każdy z nas może. Błagam, byle tylko Pan nie pozwolił mi głodować i marznąć.

 

Taka jest moja lista. Dzięki niej mam się na baczności. Jeśli coś stoi z nią w sprzeczności: mówię grzecznie (czasem mniej grzecznie): „nie, dziękuję!”. No i jazda. Każdy dzień staram się witać z uśmiechem. W ręku miotła, która na bieżąco odgania ode mnie gorzko-słono-kwaśne okruchy ciasta. I jazda. Walczyć o dobre relacje z Bogiem, Rodziną, Ludźmi i sobą. I zmieniać świat! Małymi krokami. I za każdy dzień być wdzięczną. Codziennie. Przed snem.Nie zawsze jest lekko i pięknie. Wtedy właśnie trzeba pamiętać „DLACZEGO”.

A Wy? Chcecie się ze mną podzielić Waszymi priorytetami? Zachęcam zarówno pod postem jak i w formularzu kontaktowym (tak na prywatnie). Bo każdy człowiek ma jakąś historię. A każda historia ma znaczenie.

Dziękuję.

Przepraszam.

I proszę.

 

Do następnego…

 

  • Ależ mnie wgniotło… Dziękuję Ci za ten tekst, za te słowa. Niesamowicie do mnie dotarły i trzepnęły w głowę. Halo, Kinga! Zatrzymaj się! Zatrzymaj się wreszcie i zastanów, co jest WAŻNE! Nie pędź za niewiadomoczym… i ryczę tu, bo sobie uświadamiam, że gubię gdzieś tę moją bliskość z Bogiem i Rodziną. Też mam czas fajerwerków za sobą, a teraz nie mogę znów ich poczuć. I każdego dnia proszę o tę łaskę wiary… Ale dziękuję, dziękuję za każdy moment. A teraz szczególnie za ten Twój tekst. W odpowiednim czasie.
    Powodzenia dla Ciebie, dla mnie i dla tych, którzy na nowo ustalają PRIORYTETY.