Chaos po narodzinach pierworodnej

Chaos po narodzinach pierworodnej

Miało być o minimalizmie, zwalnianiu i życiu intencjonalnym, w którym decyzje podejmowane są na podstawie tego co ważne. Co jednak jest ważne? Zacznijmy od ustalenia priorytetów. Znowu będzie osobiście, części z Was pewnie post ten się nie spodoba. Dziś obok wyznań z naszego życiorysu chciałabym się z Wami podzielić bardzo wartościowymi odcinkami amerykańskich podcastów.  Ale zacznijmy od początku…

Wiedziałam, że gdy na świecie pojawi się Ola nasze życie zmieni się diametralnie. Ale co to właściwie znaczy? Nie przypuszczałam, jaki to słowo może mieć wymiar. Nie wiem ile podręczników i artykułów w sieci trzeba przeczytać, ile filmów obejrzeć czy konwersacji przeprowadzić z mędrcami tego świata aby wyrobić sobie pogląd na temat w jaki sposób pierwsze dziecko zmienia świat rodziny. Myślę, że niemożliwym jest przewidzenie co konkretnie się zmieni i przygotowanie się do tego. Każdy z nas jest inny, mamy zupełnie odmienne doświadczenia, inaczej postrzegamy świat, inaczej odbieramy bodźce. NIKT nie był w stanie uzmysłowić mi JAK BARDZO zmieni się nasze życie. Nikt też specjalnie nie próbował. Pewnie i tak bym nie posłuchała.

W styczniu ubiegłego roku w naszym życiu zapanował chaos. Nic dodać nic ująć.

IMG_0000 (199)

Nie mówi się zbyt wiele o mrokach macierzyństwa. Takich psychologicznych. Jednym z wyjątków na jaki trafiłam jest bardzo interesujący odcinek podcastu Dear Sugar Radio – O mamach, które nienawidzą macierzyństwa. To bardzo skrajne przypadki pokazujące przede wszystkim kobiety odważne, które nie bały się przyznać, że macierzyństwo je przerasta. Podcast ten uświadomił mi, że nie jestem jedyną osobą, której jest trudno. Oczywiście cała ta miłość i radość jest nie do zastąpienia! Nie zaprzeczam! Mimo trudności nie cofnęłabym się w czasie, niczego bym nie zmieniła!

Ale są też mroki. O których nikt nie uczy w Szkole Rodzenia. O których mama lub starsza siostra zapewne Ci nie opowie. Być może nie przeżywały trudności (naprawdę?). Być może postanowiły zachować to dla siebie. Nie ważne dlaczego. W sumie rozumiem. Milczenie złotem. Ciekawe czy ja kiedyś opowiem Oli o tym jak bardzo było mi trudno. Nie potrafię przewidzieć.

Inny aspekt trudów macierzyństwa podejmuje również Hillary w The longest Shortest Time, jednak ogólny wydźwięk tej serii jest wzruszający ale raczej optymistyczny.  Uwielbiałam słuchać tych nagrań jeszcze w ciąży i żałuję, że aktualnie nie są publikowane nowe odcinki.

U nas wraz z pojawieniem się na świecie Oli pojawił się również konflikt Mąż – Żona. Niestety. Dlaczego o tym piszę? Bo był to główny powód moich własnych prywatnych wewnętrznych trudności. I główny powód do poszukiwania pomocy i rozwiązań.

Wraz z pojawieniem się na świecie Oli pojawił się chwilowy nadmiar wolnego czasu (na początku bardzo dużo spała) oraz samotność (absolutnie WSZYSCY w czasie, kiedy Ty jesteś w domu – są w pracy). Chwilowy nadmiar czasu bardzo szybko przerodził się w permanentny brak czasu. Pozostały jednak długie godziny spacerów, sprzyjające pogłębiającemu się uczucia osamotnienia. Nie mówię oczywiście, że to reguła – każda mamuśka inaczej przeżywa tę zmianę w życiu – część z Was ma rodzinę, która może Was wesprzeć w opiece nad maluchami. Chwała!!!! Część z Was jest na pewno lepszym materiałem na mamę niż ja. To pewniak! Ja jednak ugrzęzłam i nie bardzo potrafiłam się w naszym nowym chaosie odnaleźć.

W ten sposób trafiłam na nowe podcasty. Podczas spacerów stanowiły one atrakcję, która zajmowała mój umysł całkowicie i oferowały rozwiązanie problemów, nową perspektywę. Zaprzyjaźniłam się wówczas z ONE Extraordinary Marriage. Jeśli ktokolwiek z Was ma problem w związku (przede wszystkim z komunikacją) – to fenomenalne źródło rozwiązań! Para małżonków prowadząca ten show dzieli się z nami przeogromną masą doświadczeń i co najważniejsze oferuje konkretne działania, które możecie wcielić w życie natychmiast. Dzięki nim uświadomiłam sobie, że dopóki nie mam sprecyzowanej listy życiowych priorytetów, to pozwalam swojemu życiu przeciekać przez palce. No i stworzyłam listę. I staram się ją mieć w pamięci zawsze! Zwłaszcza wówczas, kiedy testowana jest moja asertywność. Kiedy decyduję się w jaki sposób będę spędzać swój czas. Dzięki ONE Extraordinary Marriage na nowo odnalazłam w swoim życiu Boga. To jednak temat rzeka, kto wie, być może kiedyś znajdę odwagę, aby się nim z Wami podzielić. Tymczasem…

W miarę gdy Ola rosła, oswoiłam się z nowym życiorysem. Oswoiłam siebie i ona też się jakoś tak chyba ze mną oswoiła. Może zaczęła więcej rozumieć. Komunikować. Uśmiechać się. Przytulać. Wypracowałyśmy swoje rytuały, dzięki, którym i ja i Ola, każdego dnia wiedziałyśmy co nas w danej chwili czeka i byłyśmy dzięki temu spokojne. Oddałam garść swojej buntowniczej, niezależnej osobowości na rzecz tej małej istotki. Oczywiście cały czas nad tym pracuję. Nie jest łatwo. Wiem natomiast co jest dla mnie najważniejsze i to jest moim światełkiem w tunelu.

Jakoś w międzyczasie pojawił się temat minimalizmu. Nie wiem jak. Nie wiem jak to się stało. Próbuję znaleźć w pamięci moment przełomowy, w którym wpadłam na pomysł, że muszę uprościć swoje życie, zwolnić, zrezygnować z rzeczy nieistotnych. Zupełnie nie wiem. Jednym z pierwszych blogów na ten temat na jakie trafiłam był: Becoming Minimalist. Był to moment, kiedy Ola zasypiała wyłącznie wówczas, gdy była we mnie wtulona. Moment kiedy ja poddałam swoją walkę o to, aby zasypiała w łóżeczku. W tamtej chwili przyszła nam z pomocą Tula, ale to temat na zupełnie odrębny post. Kiedy ja miałam Olę w nosidle i tak bujałam się z nogi na nogę czekając aż mój mały szkrabol zaśnie, ręce miałam wolne. Sięgnęłam po tablet i czytałam, czytałam, czytałam. Kolejne artykuły, kolejne blogi na temat zwalniania, podcasty. W ten sposób trafiłam na inspirujący Slow Your Home. Uwiódł mnie chyba ten spokojny głos Brooke z fantastycznym australijskim akcentem. I tak już zostało. Słucham tych nagrań próbując wyłowić coś dla siebie, wyłowić pomysły, inspiracje, które zagrają w naszym domu. W miarę wprowadzania w życie uproszczeń odnalazłam w sobie wewnętrzny spokój, radość i optymizm. Cały czas szukam ale włączyłam też tryb działania i myślę, że maleńkimi krokami idziemy w dobrym kierunku. Na pewno Wam o tym wszystkim szczegółowo opowiem w przyszłości.

Niedługo będzie trochę o moich wysiłkach w celu budowania więzi z Olą już od najmłodsiejszych jej lat, a tymczasem może i Wy zechcielibyście podzielić się ze mną trudnościami jakie przeżywaliście po narodzinach pierworodnego/pierworodnej? A może opowiecie mi w jaki sposób trafiliście na ideę minimalizmu? A może któryś z polecanych przeze mnie podcastów specjalnie przypadł Wam do gustu? Dajcie znać, chętnie przeczytam co macie do powiedzenia! Możecie się rozpisać. Jeśli wolicie bardziej prywatnie – zapraszam do formularza w zakładce kontakt.

Dzięki za uwagę.

  • Ilona

    Mnie na początku było trudno z tym, że bardzo dużo czasu spędzałam z synkiem sama, akurat po narodzinach ruszył remont naszego przyszłego lokum. Mąż wracał późno wieczorem, a syn miał kolki. Czasem naprawdę chciało mi się płakać z bezradności. No i towarzyszyło mi takie wielkie poczucie niepewności. Że trzeba się zająć tym człowieczkiem, a w sumie nie wiadomo do końca jak, bo to zupełnie nieznana istota, która płacze nie wiadomo czemu :) Oj to były czasy :)

    • mira

      Oj tak! Ta samotność jest najgorsza! Mimo, że masz drugiego człowieka obok, to jednak kompletnie nie ma z nim kontaktu. A z bezradności to ja nie raz i płakałam! Czasem, kiedy Ola płakała i nic nie pomagało jej uspokoić to kiedy ja płakałam na głos, wtedy ona z ciekawości się uspokajała. Powinni dodawac instrukcję obsługi do każdego egzemplarza, co? Dzięki za odwiedziny i komentarz!